Kwestia… biustu w siodle

Dziś zakręcimy się w raczej damskich rozważaniach – czyli biust i jego ochrona podczas jazdy konnej. Spróbuję Was dziś przekonać, że warto używać biustonosza sportowego niezależnie od rozmiaru biustu.

Posiadaczki większych biustów z pewnością niejednokrotnie zmagały się z uciążliwym podskakiwaniem piersi podczas różnych aktywności sportowych. Mniejsze piersi mogą dawać złudne wrażenie, że nie potrzebują aż takiego zabezpieczenia w trakcie ruchu. A każda pierś, zarówno mała jak i duża, w trakcie aktywności potrzebuje wsparcia i stabilizacji. 

Brak zabezpieczenia piersi na czas jazdy konnej może w dłuższej perspektywie generować bóle samych piersi, jak i okolicznych struktur (ramion, górnej części pleców, szyi). 

Zwykły biustonosz może zafundować Nam otarcia, kiepsko odprowadza pot i nie daje tak dobrej stabilizacji jak powinien. Nie jest on bowiem przystosowany do takich zadań specjalnych. 

Poza tym grawitacja jest nieubłagana – każda pierś z czasem traci jędrność i sprężystość, zaczyna opadać. Każda w swoim tempie, bo wpływa na to wiele czynników, ale jazda konna w zwykłym bieliźnianym biustonoszu dokłada swoje trzy grosze do przyspieszenia tego procesu.

Ktoś to zbadał!

Niejaka dr Joanna Scurr już w 2007 roku przebadała 70 kobiet w trakcie biegu porównując ruch piersi (zakres i prędkość ruchu) w stanikach zwykłych i sportowych. Badała bardzo obszerny zakres rozmiarów – od A do JJ.

W zwykłym staniku biust rusza się we wszystkich możliwych kierunkach: góra-dół, na boki, od i do klatki piersiowej, istotnie bardziej, niż w sportowym. Zwykły stanik po prostu nie daje wystarczającej stabilizacji, żeby te ruchy ujarzmić.

Ponadto, okazało się, że intensywność biegu nie gra wcale kluczowej roli (podobna intensywność ruchu piersi zachodziła podczas sprintu i wolnego joggingu). Łopatologicznie wysnuwam więc wniosek, że podczas jazdy konnej będzie podobnie (trudno na oko stwierdzić, czy siły będą większe, ale nie sądzę, żeby były mniejsze). Tego jeszcze chyba nikt nie zbadał, więc nie mam na to twardych danych (albo po prostu nie znalazłam – jeżeli macie jakieś ciekawe artykuły na ten temat koniecznie dajcie znać!)

Pierś jaka jest – każdy widzi.

Czy aby na pewno?

Wbrew pewnym opiniom nie da się “wytrenować mięśni trzymających biust”, bo żadne mięśnie bezpośrednio go nie utrzymują. Owszem, pod tkanką gruczołowo-tłuszczową piersi znajduje się m.in. mięsień piersiowy większy, ale jego włókna nie wchodzą do wewnątrz piersi, żeby ją wesprzeć. Cała konstrukcja piersi oparta jest na więzadłach – a te są tworem dość wytrzymałym (dzięki temu nie ulegają zerwaniu w trakcie nawet intensywnej aktywności), ale elastycznym. I w przeciwieństwie do mięśni – nadmiernie rozciągnięte przez systematycznie działające siły zewnętrzne nie wracają już do swojej pierwotnej formy i pozostają wydłużone – a cała pierś po prostu coraz bardziej opada.

Im lepiej zabezpieczymy biust podczas aktywności – tym mniej uszkodzeń mechanicznych będzie działać na więzadła i piersi dłużej pozostaną w dobrej kondycji. I nie chodzi tu tylko o estetykę, choć ona również dla wielu Pań może być istotna. Ważny jest również wpływ ciężaru piersi na okoliczne tkanki – niewydolne więzadła pociągają za sobą całą powięź okalająca m.in. mięsień piersiowy. Coś przecież musi przejąć funkcję dźwigania tych kilogramów. To z kolei lawinowo powoduje zmiany obrębie całej obręczy barkowej – głowa i ramiona mają tendencję do ustawienia w protrakcji (wysunięcia do przodu, generują zamkniętą postawę), kifoza piersiowa się powiększa – powszechnie widzimy to jako generalnie zgarbioną postawę. Im większy biust tym większy może być efekt kompensacji.

Oczywiście wpływ na ten proces ma nie tylko sama aktywność fizyczna w nieodpowiednim biustonoszu, ale też generalnie noszenie źle dobranego biustonosza na co dzień. Źle dobranego czyli m.in. nie dającego wystarczającego podtrzymania w obwodzie, “uwieszonego” na ramiączkach. Nie będę się w to zagłębiać, bo o tym mówią głowy mądrzejsze ode mnie – spece od braffitingu. Jeżeli chcecie więcej poczytać o tym dlaczego warto poświęcić chwilę na dobranie właściwego stanika i jak się do tego zabrać, możecie zajrzeć do Izabeli Sakutovej albo Kasi Kulpy.

Co to oznacza w praktyce?

Jeżeli masz problem z pochylaniem się w siodle do przodu, zgarbioną postawą, głową patrzącą ciągle pod nogi zamiast przed siebie – szukaj rozwiązań tych problemów na różnych płaszczyznach. W naszym ciele nie ma zero-jedynkowych rozwiązań, bo na jeden problem składa się ogrom czynników – anatomicznych i fizjologicznych, środowiskowych i mentalnych. I próbując rozwiązać te problemy i przywrócić organizmowi równowagę musimy działać holistycznie. I czasami ścieżki, które powinniśmy brać pod uwagę bywają nieoczywiste – w tym przypadku jedną z nich może być właśnie znalezienie dobrego biustonosza do jazdy!

Znam wiele kobiet, które po powrocie do domu, zaraz po zdjęciu butów zdejmują również biustonosz. I wynika to z bardzo różnych czynników. Niezależnie od tego jakie macie relacje ze stanikiem na co dzień – na czas aktywności fizycznej warto biust w każdym rozmiarze po prostu dobrze zabezpieczyć. Dla własnego komfortu i przede wszystkim dla zdrowia. 

Polecam zajrzeć także do Asi Tokarskiej, która pisze o tym, czy plecy mogą boleć od piersi?

Dbajcie o siebie!

2 myśli w temacie “Kwestia… biustu w siodle”

  1. Dziękuję za szerzenie bardzo potrzebnej wiedzy! Dodam jeszcze od siebie, że protrakcja barków (myślę, że Asia Tokarska to potwierdzi) może byc początkiem klopotów powięziowo-mięśnowych. Dla każdego człowieka, nie tylko jeźdźca, jest to niefajna sprawa. 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s